środa, 12 grudnia 2018

Selfie project - czy warto?

HEJ wszystkim, po małej przerwie wlatuje mały post na temat maseczki firmy " selfie projekt" ostatnio trochę się przewinęło na temat tej marki, lecz raczej nic pozytywnego.

   Chciałam  i ja się przekonać na własnej skórze. Szłam do pracy na trochę później, więc pomyślałam, że to świetna okazja. Zakupiłam ją na promocji za nie całe 3 zł. Można więc się domyślić, że skusiła mnie cena, ale również brokat, gwiazdki - idealne dla każdej sroczki. Wybrałam maseczkę oczyszczającą - peel - off.



                                                            Producent obiecuje :
zmatowienie skóry, oczyszczenie, zapobieganie niedoskonałości, nawilżenie, ukojenie skóry oraz ściągnięcie i odblokowanie porów.


                                                            Moje odczucia:
Skóra ok. gładka, miła w dotyku, zauważyłam jedynie delikatne ukojenie skóry, ale to byłoby chyba wszystko.
Nakładanie co najmniej jak jakiegoś kleju, gęsta papka, na twarzy. Nie zauważyłam ani oczyszczenie, ani odblokowania porów, co na pewno już żadnego nawilżenia. Ma dość specyficzny zapach, jak dla mnie nic przyjemnego.
Maseczka na pewno jest efektowna, ciekawie wygląda na twarzy, ale nie kupię jej ponownie. Myślę, ze nie warta nawet 3 zł. Krótko mówiąc - nie polecam.


To już wszystko w dzisiejszym poście, krótka recenzja maseczki. A już niebawem kolejny - świąteczne zdobienie paznokci. Miłego wieczoru. 

niedziela, 21 października 2018

Bielenda - moje pierwsze wrażenie

Witajcie w ten ponury dzień. Za oknem widać typową, chłodną jesień  :/ 
Jak wiecie z instagrama -  instastory miałam przyjemność gościć na spotkaniu firmy Bielenda w hotelu Wellness & Spa "Nowy Dwór" w Świlczy. Wszystko rozpoczęło się pyszną kolacją o godzinie 18, a następnie przeszliśmy do sali wykładowej. Tam czekał deser wraz z kawą, herbatą do wyboru. :D 


  

 Po pierwszej części zostały przedstawione niektóre z serii bielendy np.  ''Kuracja młodości''   ze śluzem ślimaka, który jest pozyskiwany naturalnie, ale ślimaki nie cierpią przy pozyskiwaniu go. Ślimaki posiadają niezwykłą zdolność do „samoleczenia” czyli odbudowywania własnego ciała, dlatego ekstrakt ze śluzu ślimaka jest tak skuteczny: zapewnia odbudowę, naprawę i odpowiednie nawilżenie.  Seria opiera się  również na 24karatowym złocie i innych cennych składnikach.
 Byłarównież mowa  o serii  z  ''Hydra care''  -  z kokosem i aloesem. Kosmetyki  typowo nawilżające, polecane dla cer odwodnionych, ale również problematycznych. Kolejną gamą produktów była seria   "Vegan Friendly"  - czyli wegańskiej z balsamami, peelingami, masłami  do ciała. Fajna alternatywa dla tej grupy osób, konsumentów, która często szukają tego typu  produktów - w zgodzie z naturą.





Głównym elementem była najnowsza seria " Camellia Oil  " na bazie o OLEJU KAMELIOWYM z wyspy JEJU. Przeznaczona głównie dla cer dojrzałych, ale również wrażliwych. Olej tsubaki, tak tez się nazywa jest luksusowym produktem ze względu na  to, że pozyskiwany jest naturalnie oraz posiada wiele cennych właściwości. Zawiera między innymi : kwasy Omega-9, witaminy A, B, C i E o wysokiej aktywności antyoksydacyjnej, rewitalizuje i wzmacnia skórę,wspomaga procesy naturalnej regeneracji skóry,  nawilża.

 W między czasie dostawaliśmy produkty do testowania.
  Na koniec odbył się mały konkurs wiedzy i dostaliśmy torbę pełną kosmetyków, które widzicie na zdjęciu.



 Fajne produkty Wśród nich jest:

* żel pod prysznic z mikrokapsułkami,

* olejek do ciała regenerujący,

* serum do twarzy z kwasem hialuronowym, olejkiem arganowym,

* krem do twarzy 'Mezo crem',

* balsam do ust, z magiczną formułą zmieniającą kolor,

* małe lustereczko do torebki.

MOJE PIERWSZE WRAŻENIE :

1. ŻEL - a inaczej witaminowy olejek pod prysznic. Mimo swej delikatnie oleistej konsystencji, nie zostawia na skórze tej tłustej warstwy ( czego osobiście nie lubię ). Fajnie nawilża, fajnie oczyszcza, nie podrażnia skóry. Minusem jedynie jest to, że mikrokapsułki mogłyby być połączone od razu kapsułkami peelingującymi. No i zapach nie do końca moje klimaty.  Ale ogólna ocena bardzo pozytywna

2. OLEJEK - regenerujący, dla skór bardzo suchych, suchych, w  sam raz dla mnie.  Niestety nie mam tej systematyczności w balsamowaniu się i naprawdę robię to bardzo rzadko ten kosmetyk sprawdza się bezbłędnie.  Fajny aplikator, dzięki któremu  łatwo i szybko się rozprowadza. Również fajnie się wchłania, a zapach ma cudowny.

3. SERUM do twarzy z kwasem hialuronowym - Szczerze nie otworzyłam jeszcze tego produktu. Chcę w pierwszej kolejności zużyć obecne, a idzie mi to wyjątkowo mozolnie.

4. MEZO CREM - Krem nawilżający. mimo swej lekkiej kosystencji niestety dla mojej cery mieszanej nie nadaję się pod makijaż, mimo to krem fajnie się wchłania, przyjemnie pachnie. Opakowanie bardzo wydajne.

5. BALSAM do ust. Jak wiecie posiadam już jeden z tej serii " magicznych " balsamów. Ten natomiast jest truskawkowy, zapach delikatny, wyczuwalny jedynie na początku. Daje bardzo delikatny, subtelny kolorek, który nie zjada się przy pierwszym posiłku - za co duży plus. 






I to by było wszystko na temat produktów, całego spotkania. Będę bardzo miło wspominać i mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja ponownie się spotkać. Bardzo Dziękuję za zaproszenie oraz za wszystkie produkty. 

wtorek, 10 lipca 2018

Tarta truskawkowa

 Lato, słońce, truskawki – jednym słowem tarta z truskawkami i serkiem mascarpone. Najlepiej smakuje w słoneczne popołudnie na tarasie z towarzystwie dobrej kawy i znajomych. 

 Mimo, że sezon na truskawki właściwie  się skończył, ale  jest mnóstwo innych owoców, dlatego mam dla Was super prosty przepis na delikatną tartę. Można zastąpić innymi owocami np brzoskwiniami, malinami, borówkami. Ja natomiast uwielbiam wersję letnią z truskawkami . I taką też wykonałam. Użyłam zykłej tortownicy, gdyż nie miałam zakupionej blaszki na tartę.

Czas wykonania to okolo 30 min +ochłodzenie w lodówce.

SKŁADNIKI:
Spód z herbatników:
  • 150 g herbatniki
  • 50 g masła
  • 2 łyżki cukru
Krem mascarpone:
  • 250 g schłodzonego sera mascarpone
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżki cukru
  • 200/300 g truskawek, lub innych  owoców
  • Galaretka
 WYKONANIE:
Rozgrzej piekarnik do temperatury 175°C.
Herbatniki rozkrusz na drobne kawałki, można to zrobić w blenderze. Ja zrobiłam to wałkiem.

Masło roztop, dodaj cukier i ostudź. Dodaj do rozgniecionych herbatników i wymieszaj.

Foremkę o średnicy  około 25 centymetrów  delikatnie wysmaruj masłem i rozłóż tak przygotowane herbatniki.

Włóż do piekarnika na 10/15 minut.

Masa:
Ubij śmietankę na sztywną pianę.
Ser mascarpone wymieszaj z cukrem, można to zrobić mikserem.
Następnie do serka dodaj łyżką ubitą na bardzo sztywną pianę śmietankę kremówkę.
Wymieszaj delikatnie i wyłóż na spód ostudzonej tarty.

Umyj owoce, pokrój a następnie wyłóż na krem.

Na koniec wykonaj galaretkę wg przepisu z opakowania. I ostudzoną przelej na tartę. 


                                                                    I gotowe!


Smacznego

czwartek, 24 maja 2018

Cześć wszystkim ! Nie wiecie co z tą pogodą? Już koniec  maja za nami A na zewnątrz  10 stopni w zeszłym tygodniu. O dziwo teraz coś przyjemniej. Gdzie ta ciepła wiosna się podziała? ehhh nie lubię.
W ramach ocieplenia atmosfery przychodzę do Was z dotychczas modnym na paznokciach efektem tzw. dymu.

Najlepiej się sprawdzają pigmenty z aliexpress za 6 kolorów zapłaciłam ok 5 zl.
Pigmentacja w świetnej jakości, a za taka cenę tylko korzystać.




A teraz Krok po Kroku :

1. Malujemy czarną hybryda i utwardzamy.

2. Następnie pokrywamy Topem no wipe.

3. Białą hybryda malujemy dany wzór, w tym wypadku serce.

4. Pędzelkiem namoczonym w clenerze delikatnie rozmazujemy, ja robię kolistymi ruchami. Do momentu pożądanego efektu. Utwardzamy.

5. Po utwardzenie wcieramy pigmenty w różnych kolorach pacynką lub pędzelkiem - cieniując kolory.

6. Nadmiar pyłków strzepujemy pędzelkiem lub szczotką.

7.Całość pokrywamy topem.

Mam nadzieję, że pomogłam opisując moją wersję. Jeśli macie jakieś pytania, trudności piszcie w komentarzach lub wiadomości na instagramie. :) Wiem, że nie jest idealnie ale to dopiero drugie podejście.

Poniżej przedstawiam parę zdjęć :





sobota, 12 maja 2018

Weekend majowy!

Hej! Jak tam po weekendzie majowym? Dla niektórych czas odpoczynku, ale jak wiadomo dla części 'ostatni dzwonek' powtórki przed maturą. Dziś kiedy pisze już jesteście po części z polskiego, metamatematyki, oraz po ustnym polskim . Lecz  dziś post nie o tym.

   Co ja takiego robiłam? Dużo się w sumie nie działo ze względu na to, że Darek pracował...
 1 maj w dzień nic specjalnego, trochę z Bąblem na zewnątrz, przed telewizorem - typowe lenistwo. Tuż po 16.30 wybrałam się z nie pełną rodzinką do Krosna. Wówczas odbywały się tam loty balonem, tzw. potocznie mówiąc " Balony " różne wystawy i koncerty. Ze względu na to, że jeden z braci był tam ze swoją uczelnią jechaliśmy po niego.  Przeszliśmy po wszystkich stoiskach, lecz po 17.30 już zostały butki z jedzeniem i mini wesołe miasteczko. A, że ja uwielbiam dawkę adrenaliny stwierdziłam, że muszę wykorzystać ten czas. Wybrałam się wraz z bratem na młot..Trwało 3 minuty, ale warte. Momentami strach obleciał, że wypadniemy z tego krzesełka. Niby wszystko grało, ale wiadomo różnie to bywa. Tym bardziej, że Pan nie sprawdził czy dobrze się zapieliśmy. Nazywało się to  bodajże "Extreme".

 Było to coś na zasadzie młota, lecz obkręcało się jeszcze wokół własnej osi. super zabawa i fajna dawka emocji.



Kolejnego dnia czyli 2 maj był już otwarty dla sklepów, ale oczywiście wolny. Gdy Darek wrócił z nocki pojechał ze mną do Rzeszowa. Miałam tam troszkę do pozałatwiania papierkowej roboty. W domku już tylko odpoczynek ze względu na to, że chłopak musiał  trochę odespać. Troszkę przed tv, a wieczorem jak co dzień spacerek z pieskiem. 




3 maj już miałam w planach jakąś wycieczkę. Na moje nieszczęście Darek nie lubi spacerowania, zwiedzania. Ja znów wolę spędzać czas aktywnie. Do południa pozwoliłam mu leżakować. A później plany na wycieczkę do Krasiczyna.  Droga to około 1,5 godzinki. Jechaliśmy 6 osobową ekipą , w tym oczywiście ja jedyna jako dziewczyna :) Dzień był bardzo ciepły więc i lżej można było się ubrać. Pierwszym przystankiem w Krasiczynie była toaleta. Następnie już wykupiliśmy bilety na zwiedzanie zamku. Przeszliśmy cały plac wokół parku, jeziorko. W między czasie porobiliśmy jakieś zdjęcia. Na koniec plac zamkowy, zwiedzanie poszczególnych komnat oraz grobowca. 3 odbywał się tam jakiś festyn, koncert, więc zwiedzających było dość sporo. Weszliśmy również na wierzę, z której było widać piękna, zieloną okolicę. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy jakimś zajeździe na pizze. Lecz szału nie zrobiła, do tego pani pomyliła nasze zamówienie. Mimo to, człowiek głodny to zje chodź co.







4 maj był to dzień urodzin mojej mamy. Szykowaliśmy dla niej grila niespodziankę. Przed południem jedna z sióstr zabrała ją na makijaż do kosmetyczki, tym sposobem miała piękny makijaż cały dzień i myślała, że to już ten prezent. Następnie do fotografa, po zdjęcie do paszportu. Przez ten czas szykowaliśmy balony, oraz łańcuchy z bibuły.  Między czasie sałatka itp. Zrobiłam mamie mini sesję fotograficzną pożyczonym od brata aparatem.  Wieczorem gdy rodzice pojechali do kościoła zaczęła się cała akcja. Przyjechała również siostra z rodziną. Niespodzianka  była udana, zaskoczenie mamy bezcenne. 






Tak własnie mama kończyła 50! Tata 29 kwietnia - 55 :) Jeszcze raz Wszystkiego dobrego jeszcze raz.
Niby nic specjalnego nie robiłam, nie byłam na super wyjeździe, wczasach, lecz mimo  to odpoczęłam, spędziłam miło, sympatycznie czas. 
A wy jak tam po majówce? Co robiliście ciekawego? 
Zapraszam na instagrama  oraz stronę " Nails and make up Ewelina Kut"

   
Miłego wieczorku !



sobota, 21 kwietnia 2018

-55% Rossmann oraz Cocolita

Jak wiecie promocja Rossmann cieszy się wielkim zainteresowaniem.W tym wiosennym wydaniu mogły korzystać jedynie osoby posiadające aplikacje na telefonie aby móc skorzystać z promocji - 55%. od 9.04 do 18.04. Owszem dla osób nie podsiadający jej również były promocje, lecz wiadomo, że nie tak wielkie. Rossmann wprowadza coraz więcej różnych niedomówień tzw. haczyków. Nie licząc tego, że niektórzy mogli skorzystać z karty znaczenie wcześniej, ponieważ od 3.04. Moim zdaniem było to nie sprawiedliwe wobec reszty klubowiczów. Mimo to ciężko odgadnąć jaki był w tym cel. Może po to aby blogerki, youtuberki wcześniej "za promowały" produkty, a może po to by zmniejszyć ilość kolejek. Nie wiem....
 Tak czy tak ja nie miałam tej przyjemności, skorzystania z promocji wcześniej, a co za tym idzie? Nie kupiłam wszystkiego.

   Udałam się do Rossmanna mniej więcej 12.04 aby część osób zainteresowanych promocją się przeludniła. Mimo to klientów była co nie miara lecz dało się dojść do wybranych szaf kosmetycznych. W tym sezonie moje zakupy były bardzo skromne. Można powiedzieć, że zrobiłam zapas szminek oraz ulubionego tuszu do rzęs. Większe zakupy zrobiłam siostrze czy mamie.
A jak już mówiłam wcześniej nie wszystko dało mi się upolować. Więc co nie zakupiłam w Rossmannie, zamówiłam online na stronie cocolita.pl. Mimo tego nie znalazłam jednego duo składającego się z bronzera i różu. Ale nic straconego.




Zacznę więc może od Rossmanna: 
Pierwsza rzeczą i jak dla mnie nie zawodną jest szminka polecam już przeze mnie nie raz : Wibo Milion Dollar Lips. Kupiłam właściwie zapas koloru nr 4. Pięknej, soczystej czerwieni. U mnie sprawdza się super. Jest trwała i nawet po jedzeniu wygląda dobrze.Doskonała, aksamitna konsystencja gwarantuje precyzyjne pokrycie. Zjada się równomiernie, od środka. Cena regularna to 13, 79 więc cena  po obniżce 6,20 zł



     Następna szminka to Lovely Matt & Lasting, lip gloss  Przy ostatniej promocji kupiłam jeden kolorek i tym razem zakupiłam dodatkowo również czerwień. Chciałam zrobić zapas właśnie kupionej ostatnio, lecz nie zapisałam numeru, a jak wiadomo światło drogeryjne jest mocno przesadzone i kupiłam zły odcień. Byłam na siebie trochę zła, zawiedziona, ale mimo to oczywiście wykorzystam ją i z użyję. Cena regularna to 10,99 cena więc po obniżce to 4,94 zł. Więc przy takiej cenie żal nie skorzystać. 

 Już ostatnią rzeczą z Rossmanna jest mój ulubiony tusz do rzęs Maybelline the Rocket Volum Express.. Szczoteczka jest silikonowa. Mogła by być jedynie troszkę mniejsza, węższa. Mimo tego tusz fajnie i bardzo precyzyjnie rozczesuje rzęsy.Jest to tusz pogrubiający i faktycznie pogrubia,za co duży plus. Do tego spokojnie można go używać przez kilka dobrych miesięcy, bo nie wysycha. Nie osypuje się i nie robi grudek. Cena regularna to 36.99 a po obniżce 16,64 zł.




   Przechodząc teraz do Cocolity również zamówiłam kilka rzeczy:

 Zacznę może od nowości, które dopiero będę testować. A może za jakiś czas skradną moje serce i trafia do ulubieńców.
Pierwszą rzeczą będzie korektor Maybelline Instant  Anti Age w odcieniu 01 Light. Użyłam go dopiero raz więc ciężko się też więcej wypowiedzieć. Na pewno co mogłam zauważyć, że odcień nie jest jakoś bardzo jaśniejszy od mojej cery. Ale weszły jakieś nowe odcienie, więc może będzie jakiś bardziej neutralny, nie wpadający w zbyt różowe tony. Nie wiem czy zbyt późno go przypudrowałam, ponieważ konturowałam twarz między czasie, ale po pewnym czasie wszedł w zmarszczki pod oczami. Ma bardzo pozytywne opinie więc będę jeszcze testować, inaczej go aplikować i wtedy wyrażę swoja opinie.  Zakupiłam go na przecenie za około 28 zł 



  
   Kolejną nowością jest Golden rose CC Cream. Korygujący krem CC w odcieniu zielonym zneutralizuje zaczerwienienia i sprawi, że skóra będzie wyglądała promieniście. Również użyłam tylko raz. Z tego co zauważyłam jest lekki, szybko się wchłania. Korektor/ baza jest bardzo wydaja,  a kolor zielony nie jest wgl. widoczny na twarzy. Fajnie, że posiada filtr SPF 30 , który chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. Jego atutem jest również to, że nie zawiera parabenów. Kupiłam go za około 27 zł

  


   Ostatnią rzeczą kosmetyczną jest podkład Revlon color stay 150 buff do cery tłustej , mieszanej. Posiadam jeszcze starą wersje bez pompki i dużo osób twierdzi, że formuła była lepsza. Nie wiem , dowiem się jak użyje tej nowej. Podkład sam w sobie odpowiada mi sezonem zima, wiosna gdy moja cera jest naprawdę blada. Podkłąd jest bardziej z tych cięższych. Dlatego,używam podkładu bardziej od okazji( niedziela, święta czy jakieś wyjście). Super jest w nim to, że bardzo przyjemne  się rozprowadza. Ma on tak świetną konsystencję, że bez problemu udaje się stworzyć taką idealną cieniutką warstwę. Niestety podkreśla suche skórki np przy nosie czy brwiach. Więc warto zrobić wcześniej peeling twarzy. Podsumowując, podkład jak najbardziej dobry i godny polecenia. Za taką cenę warto mieć go w swojej kosmetyczce. Kupiłam go troszkę taniej bo za jedyne 22 zł .

 Dwie ostanie rzeczy z cocolity to świeczka yankee candle "black coconut'. Zapach jest obłędny i na pewno zrobię zamówienie z woskami tej firmy. Cena to 7. 90 zł za nie wielką świeczkę 49g.
 Ostatnia jest już to połówka kuli do kąpieli z Nacomi.  Wybrałam zapach malin z olejkiem z pestek winogron. Opakowanie jest przesłodkie w małym woreczku jak na biżuterie. Zobaczymy jak się sprawdzi przy następnej kąpieli, a może akurat zakupie pełno wartościowy produkt.  Cena to około 5,90 zł. 



 


  I to już wszystko  w tej promocji oraz zamówieniu. Właśnie dostałam e mail z Rossmanna o zmianach regulaminu. Aż ciężko pomyśleć co będzie na promocji jesiennej. A wam co udało się ciekawego zakupić? Może macie produkty godne polecenia? 



piątek, 16 lutego 2018

Cześć! Jak tam 14 luty? Jak wiecie jest to dzień zakochanych  inaczej mówiąc   Walentynki. Miło spędzony czas  czy Nie?
U mnie oczywiście praca, lecz natomiast wieczorem miłe zaskoczenie. Już na przystanku  czekał na mnie z pięknym  bukietem róż, w domu czekała dalsza część prezentu. Miły i przyjemny termofor w kształcie sowy (jestem strasnym  zmarzluchem), maskotka z serduszkiem oraz przygotowany obiad. Wspólnie oglądaliśmy film..Aż w szoku byłam, nie spodziewałam się takiego wieczoru wgl:-) A o to kilka zdjęć:

A i mam do Was wielką prośbę! Bierzemy udział w konkursie  na "najsypatniejszą parę roku", gdzie główną nagrodą jest wycieczka do Paryża. Koszt sms-a to 3,69.  Pod numer 7355 o treści  " NZA.205. 

sobota, 27 stycznia 2018

Warto czy nie warto? Tajniki Alieexpres

Tak jak mówiłam tak też staram się trwać w postanowieniu. Póki co raz w tygodniu będę dodawać post,około weekendu,a jak już będę na tyle systematyczna to postaram się więcej i częściej coś dodawać.


    Tym razem pisze o każdemu znanej stronie Allieexpres. Strona przeznaczona jest do zakupów internetowych typu Allegro lecz wszystko rzeczy zamówione sprowadzone są z Chin. A co za tym idzie czas oczekiwania wynosi minimum 2 tyg. Często za nim paczka do nas dotrze minie nawet  2 miesiące, aż zapominamy o naszych zakupach. Mimo to,coraz więcej osób się kusi i zamawia różnego typu rzeczy. Tanie, hurtowe ceny tym bardziej skłaniają nas do zakupów.

   Moje produkty zaczęły przychodzić po 2.5 tygodnia. Polecam również zaglądać na rzeczywiste zdjęcia dodane przez innych kupujących użytkowników. Może to pomoc w dobrze rozmiaru, koloru czy ogólnego stanu. Bo jak wiadomo nie zawsze zdjęcie główne może odzwierciedlać wygląd rzeczywisty.
W swoich zakupach trafiłam na kilka naprawdę fajnych produktów, ale i zdarzyło się kilka bubli.
Zacznę może od tych gorszych rzeczy.

  A mianowicie pierwszą nie do końca trafiona rzeczą jest torebka. Kolor nie odzwierciedla stanu jaki przyszedł, wygląda jak w "ciapki"Nie jest to typowy róż jaki miał być. Jest dość sztywna,a metalowy pasek, łańcuszek wygląda dość tandetnie i przyrdzewiało.

 Kolejną rzeczą którą nie do końca spełniła moje oczekiwania są okulary przeciwsłoneczne. Fakt są piękne, kształt i wzór modny z 2017. Kolor szkiełek też się zgadza. Lecz mają jedną główną wadę, która trochę niszczy moja opinie i ocenę. A mianowicie zwykły, cienki plastik . Nie można włożyć ich bezpośrednio do torebki, ponieważ są tak cienkie, że nic by z nich nie zostało. Fakt może za taka cenę nie można się spodziewać cudów. Ale jak na Allieexpres i dość fajne ogółem produkty okulary nie do końca im wyszły.

Przechodząc już do tych bardziej udanych zakupów zacznę może od kosmetyczki. Wzorów było mnóstwo więc i wybór był trudny. Po zastanowieniu się wybrałam jednorożca. Sama w sobie kosmetyczka jest dość urocza, a wzór tylko dodaje +100 do słodkości.

 Następnym zakupem są 4 pędzelki do makijażu, a właściwie do cieni i blendowania ich. Wiadomo włosie jest sztuczne, ale za to też dość miękkie. Teraz bez nich nie wyobrażam sobie wykonania makijażu . Trzon mają w kolorach ombre. Również pod wzór rogu jednorożca lub takie syrenkowe. Nic dodać nic ująć, piękne po prostu.
   
    Jak i pędzelki to musi być też pomoc w ich myciu. A mowa tu o silikonowym serduszku w kolorze pudowego różu. Ma ono w sobie różne wypustki, wgłębienia, które ułatwiają domycie pędzli nawet wewnątrz włosia.

 W zakupach nie mogło też zabraknąć paru zdobyczy do paznokci. Pierwszą rzeczą jest pędzelek, który jakiś czas temu zaczął robić furorę na internecie, instagramie. Mówię tu o pędzelku do wykonania ombre, który ma krótsze włosie dość zbite A tuż wyżej pojedyncze dłuższe kosmyki. Póki co jestem w trakcie testowania, Co na pewno trzeba umieć nim pracować, ale jak się już to opanuje można stworzyć naprawdę fajne i efektowne kombinację.

 Następna rzeczą "paznokciową" są naklejki wodne. Na ali jest ich mnóstwo, a cena jest bardzo niska. Więc trochę się ich uzbierało:-) Zamówiłam małe, pojedyncze, ale również takie, które są na cały paznokieć. Wzory różne od kwiatków, napisów po przez piórka czy łapacze snów.

 Ostatnią rzeczą z tej kategorii jest kółko cyrkoni. W całym zestawie jest aż rodzai. Kolor wybrałam standardowy czyli srebrny. Są w nim małe delikatne cyrkonie, ale również w kształcie kwiatków, kokardek.


Zakupiłam również  zegarek. Ma bardzo fajny, delikatny paseczek w kolorze delikatnego różu wpadającego troszkę w brzoskwiniowy. Wyróżnia go tarcza ze złotymi wskazówkami i bardzo ciekawym wnętrzem w kolorach niebieskim, czerwonym i nutami fioletu. Zegarek jest fajnie wykonany i niczym nie odbiega od tych "drogich".


Ostatnią rzeczą w tych zakupach z Allieexpres są rękawiczki bez palców. Oczywiście znów wybrałam kolor różowy. Materiał jest dość cienki, raczej tandetny. Lecz na siłownię by delikatnie ochronić dłonie zawsze to lepiej niż bez.

  Powoli zbliżamy się ku końcowi w tym poście. Więc jeśli chcecie kolejna część o zamówieniach piszcie w komentarzach lub na instagramie.
A może wy macie jakieś znane,sprawdzone produkty warte uwagi z Ali? Dajcie znać może i ja przetestuje.

[ ]

wtorek, 9 stycznia 2018

Moja rutyna pielęgnacyja

Moja rutyna pielęgnacyjna
Jestem osobom której ciężko z systematycznością, ale jak już robię to codziennie nie mam z tym problemu. Lecz nie ukrywam zdarzą się jakieś wyjątkowe dni i pominę jakiś krok. J

Co na początek ? tuż po przebudzeniu przy ‘porannej toalecie’ myję twarz mydełkiem siarkowym, a następnie stosuję punktowo krem a dokładnie Reduktor zmian potrądzikowych z wysoką koncentracją substancji aktywnych z firmy Ziaja (seria: oczyszczanie liście manuka). Krem jest przezroczysty, a że stosuję punktowo nie obciąża mojej skóry, Ph ma naturalne. Minus jest taki, że zostawia przez jakiś czas lepką, błyszczącą warstwę, ale nie jest to jakieś tragiczne. Szkoda również, że nie ma ochrony przeciw promieniowaniu słonecznemu.


Wieczorem moja pielęgnacja jest zależna od dnia. Gdy mam na twarzy  „pełny makijaż „ zmywam dokładnie płynem dwufazowym z garniera. Następnie przy kąpieli myję dokładnie twarz przy pomocy żelu oczyszczającego  Efaclar z wodą termalną z La Roche Posay. Żel jest bardzo delikatny, przyjemnie pachnie (trochę jakby paprotką). Co jest bardzo ważne przy pielęgnacji żel ten nie zawiera mydła, parabenów, alkoholu, barwników. Łagodzi i koi podrażnienia- ph 5,5.



 Kolejnym krokiem jest peeling ale jeśli mam być  szczera stosuje ok 2 razy na miesiąc. Używam peelingu oczyszczającego z firmy Sylveco   naturalna pielęgnacja. Zawiera on ekstrakt ze skrzypu polnego , korunda oraz z drzewa herbacianego. Drobinki są małe, ale dość mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Zapach ma specyficzny właśnie użytego drzewa herbacianego. Nie poleca się go stosować na zaostrzone zmiany trądzikowe, ponieważ możemy jedynie pogorszyć sprawę, uszkodzić zmiany (mogą się wolniej goić) lub przenieść na dalsze części twarzy. 


Następnym etapem jest maseczka (również nie zawsze ) stosuje ok. 3 razy na miesiąc. W tym przypadku pole manewru jest uzależnione od tego, co widzę, czego potrzebuję. Zazwyczaj jest to maska algowa z węglem aktywnym firmy Bielenda. Doskonale oczyszczająca , łagodząca zmiany. Czasem stosuję oczyszczająco – wygładzającą z glinką zieloną, cynkiem również firmy Bielenda lub głęboko nawilżającą

.
Ostatnim punktem mojej rutyny pielęgnacyjnej jest krem. Efaclar duo (+). Również jak w przypadku żelu jest on z wodą termalną La Rosche Posay. Krem jest zwalczający niedoskonałości, zatkane pory, przebarwienia. Jest bardzo delikatny, moim zdaniem świetnie nawilża, szybko się wchłania. 


I na tym opiera się moja pielęgnacja. Lecz stosowanie samych kosmetyków to nie wszystko. Doskonale wiem, że zdrowsze jedzenie też wpływa na stan mojej cery. Staram się unikać chipsów, czekolad i różnych Fast foodów (i nie mówię o tym, ze jestem jakaś super fit), ale wiem, że to pogarsza jej stan. Staram się wysypiać  Oczywiście w dalszym ciągu poznaje tajemnice swoje skóry tłustej, mieszanej a zarazem wrażliwej w pewnych częściach twarzy. I niestety jak to kobiety mają przy zachwianiu hormonalnym zmiany się nasilają
 
                          


  To by było na tyle w dzisiejszym poście. Piszczcie komentarze, obserwujecie. Odpowiadam na wszelkie pytania J

Za parę miesięcy będziesz sobie dziękował, że się dziś nie poddałeś!

   Co ja tu robię ? Zmieniam umiejscowienie bloga, gdyż wcześniejszy likwiduje swoją stronę(Bloog.pl przestanie istnieć) Niestety każdy post na marne :/ A wcześniej  jakiś czas zbierałam  się z utworzeniem bloga i o to jest. Znajdziecie u mnie dużo makijaży, makijaży i jeszcze więcej makijaży :) Ale to nie wszystko, również ciekawe zdobienia paznokci, stylizacje. Czasem też jakieś przemyślenia, co mnie motywuje, porady, przepisy i wiele innych..



Zapraszam